| Lizbona – jak Porto, jak port w pięknej zatoce… Czy chcieliście kiedyś znaleźć się po 3 godzinach lotu w pięknej europejskiej
stolicy? Prawie trzy milionowa stolica Portugalii jest położona na siedmiu wzgórzach, niedaleko Atlantyku, nad malowniczą zatoką w ujściu rzeki Tag. Nad metropolią majestatycznie królują twierdza i zamek Castelo de Sao Jorze, od setek lat strzegące spokoju mieszkańców i dóbr przywiezionych z niejednej zamorskiej kolonii. Miasto podzielone jest na 53 gminy (freguesias), a każda ma swych zwolenników, odrębną specyfikę i zwyczaje. Starówka to labirynt wąskich uliczek(bairros) pamiętających dawne dzieje. W glazurze, którą wyłożone są ściany kamienic odbija się słońce, a między futrynami i kolorowymi okiennicami świszczą mistrale znad oceanu. Wydaje się, że w murach okalających chodniki i pnących się leniwie do góry zaklęte są duchy przeszłości. Tutaj mieszkał bogaty kupiec, tam armator, obok admirał floty wojennej. Klasyczna mieszczańska i portowa architektura oraz widoki miłe oku każdego zwiedzającego. Sam czułem się jak bohater niektórych powieści czytanych w dzieciństwie, które sprawiały, że oczyma wyobraźni trafiałem do takich właśnie miejsc. W Lizbonie nieraz wydawało mi się, że zza rogu wyjdzie wesoła kompania żeglarzy dopiero co mustrujących na wielki statek wypływający do Nowego Świata i zaśpiewają po portugalsku piękną szantę. W okresie wielkich odkryć geograficznych (XV-XVII wiek) z Lizbony, a ściślej z jej portu w Belém, wyruszyło wiele setek wypraw, które wydatnie przyczyniły się do rozwoju królestwa i jego stolicy. Część z załóg handlowych szkunerów oceanicznych, jak i floty wojennej nigdy nie wróciła do ukochanego portu. Jednakże era ekspansji i światowych podbojów trwała na tyle długo, by trwale zapisać się w historii miasta. Wiele zabytków i monumentów świadczy dziś o bogactwie dziedzictwa i wielowiekowej symbiozie Lizbony - stolicy niegdysiejszego imperium rozciągającego się od Brazylii po Indie Wschodnie z morzem. Na dowód, nad samą rzeką w Belem wciąż stoi niezwykła wieża w stylu manuelino– Torre de Belem (zdobiąca tysiące plakatów i pocztówek) witająca ongiś zwycięskich kapitanów dumnych jednostek wracających do macierzystego portu. Zwolennikom historii i sztuki, którzy dotrą w te okolice należy polecić znane nie tylko w Portugalii Museu da Marina. Koniecznie trzeba też zobaczyć Museu de Design oraz świątynię pod wezwaniem Matki Bożej z Belem. Kto ma szczęście i tutaj trafi, w cukierniach prowadzonych od pokoleń spróbuje wyśmienitych tradycyjnych ciasteczek-Pasteis de Belem, wypiekanych od lat. Zapewne część z Was pamięta scenki z filmu Wima Wendersa „Lisbon story”. Wschody słońca za horyzontem starych dzielnic i nieliczni mieszkańcy, którzy niemalże przypadkowo zostali umieszczeni w niezwykłej scenerii. Obrazki z filmu do dziś dnia nie straciły na swej aktualności. Wim mógłby nakręcić remake w tych samych miejscach z tymi samymi aktorami i nazwać go „Lizbon story – same, but 15 years newer”. Wciąż pięknie i tajemniczo. Scenograf nie potrzebny. Jeśli chcecie poczuć się jak w kinie, wyrzućcie mapę i w słoneczny dzień(czyli codziennie), wyruszcie okrężną drogą do twierdzy na dominującym wzgórzu, by pod koniec wędrówki podjechać tak charakterystycznymi dla Lizbony żółtym tramwajem z drewnianymi siedzeniami. Zresztą tramwaje idealnei wkomponowują się w tę rzeczywistość. Jeżdzą wolno i dostojnie. Tak, jakby zaraz miały się zepsuć. I przeraźliwie trzeszczą i piszczą na zakrętach oraz podczas mijanek. Wysiłek włożony w dotarcie do twierdzy się opłaci. Otoczona wysokimi umocnieniami składa się z zamku dziedzińca zewnętrznego oraz silnie obudowanej części wewnętrznej, która musiała być kiedyś zaporą „nie do przebycia”. Dzisiaj występują tu artyści i tylko na specjalne okazje odtwarzane są scenki z epoki. Widok z murów obronnych Castelo de Sao Jorge zapiera dech w piersi. Przy dobrej widoczności zobaczycie całe miasto wraz ze współczesnymi dzielnicami-sypialniami. Obok oczywiście port jachtowy, wojenny i promowy. Oceanario zaprasza chętnych do spotkania z rekinami, a nad zatoką dominuje wysoki na kilkadziesiąt metrów, imponujący most Vasco da Gama w kształcie żaglowca. Jest prawie taki, jak Golden Bridge w San Francisco. Po drugiej stronie stu metrowej wysokości krzyż przypominający ten z Rio de Janeiro. I spokój. Tak charakterystyczny dla stolicy. Cisza, piękne pocztówkowe pejzaże, niewysoka zabudowa i słońce odbijające się w falach. Ludzie nie spieszący się do pracy i sączący espresso podczas sjesty, wydawało się trwającą tutaj cały dzień. Miasto zdobyło sobie opinię „białego” lub „jasnego” ze względu na światło, które można porównać chyba tylko do tego w wioskach rybackich w Grecji. Ekskluzywne butiki kuszą na Avenida de Liberdade. Handlem tętni Rua Augusta będąca główną arterią dzielnicy handlowej Baixa i służąca biznesmenom do spotkań, na których omawiane są intratne ineteresy. Do dzisiaj rozwija się w Lizbonie i okolicach przemysł stalowy, włókienniczy, chemiczny, ceramiczny oraz tradycyjny od tysiącleci - stoczniowy i rybołówstwo. Artyści i intelektualiści upodobali sobie dzielnicę Carmo z historycznym klasztorem i kościołem oraz muzeum archeologicznym – Museu Arqueologico de Carmo. Umiarkowany klimat portugalskiej stolicy sprzyja spacerom przez cały rok. Stąd wielka ilość turystów, szczególnie z Francji, Niemiec i Anglii. W ostatnim czasie uruchomione zostały korzystne, bezpośrednie połączenia lotnicze z Warszawy, przez co więcej Polaków może odkryć kraj tak nam niegdyś odległy. Dla szukających silnych wrażeń polecam centrum miasta z lokalami, restauracjami otwartymi do świtu, a przede wszystkim bary w dokach portowych – Docas de Alcantara i Santo Amaro. Bywalcy nie będą usatysfakcjonowani, jeśli nie odwiedzą przynajmniej kilka z „absolutnie obowiązkowych spotów” w Bairro na Avenida 24 de Julho. Portugalczycy są bardzo otwarci i lubią się bawić. Zawsze uśmiechnięci chętnie służą radą. W dobrym towarzystwie mogą bawić się do rana. Do nierzadkich należą kilkudniowe festyny i fiesty. Rozentuzjazmowani, w przeciwieństwie do nas – chłodnych mieszkańców jeszcze chłodniejszej północy, nie przejmują się upływającym czasem i żyją chwilą. Dlatego dla przeciwwagi warto poszukać melancholijnych klubów Fado, które są tutaj bardzo popularne i kwitną w nocy jak samotne wyspy pośród oceanu kawiarni bluesowych, jazzowych, wpływów afrykańskich, arabskich i latynoamerykańskich. Wino, śpiew i dziewczyny oraz sławne porto z ciepłych południowych stoków. Do tego kuchnia portugalska, która znana jest nie tylko ze steków, pieczonych prosiąt i solonych dorszy. Spotkania z przyjaciółmi można zaplanować w jednej z setek restauracji, kawiarni i barów. Jesienią portugalski bruk zaoferuje jeszcze pieczone kasztany wprost z rusztu. Do dziś można w Lizbonie podziwiać obszerny kompleks kulturalno-rozrywkowy, który powstał z okazji światowej wystawy EXPO 98’. Obok znajdują się centra kongresowe i wystawiennicze. Współczesna architektura wkomponowana jest w ogrody o tradycyjnej linii. Wydawać by się mogło, że Portugalczycy szukają harmonii w architekturze oraz sztuce użytkowej i w miarę możliwości wciąż nad nimi pracują. Podobnie stadion Benfiki został kompletnie odnowiony na Mistrzostwa Świata w futbolu(Polska delegacja zapoznawała się z portugalskimi doświadczeniami na początku tego roku). Kosmopolityczna część Lizbony, gdzie miasto styka się z wodą nosi miano Costa do Estriol. Romantyczna ze względu na pozostałości historyczne, piękna dla plaż, unikalna dla swej nowoczesności, stanowi weekendową destynację dla Lizbończyków. Tutaj znajdują się uznawane za najlepsze w Europie pola golfowe z soczystą trawą, prywatne kasyna, w tym słynne Casino do Estriol. Najnowsze marki samochodów śmigają po ulicach. Nie bez powodu, producenci ostatniego Jamesa Bonda wybrali to miejsce do szeregu scen filmowych dla agenta specjalnego 007. Umieszczony opodal port jachtowy gości najpiękniejsze wytwory myśli projektantów w praktycznie każdym rozmiarze, materiale i kolorze. Z silnikami, kabinami, i łazienkami lub bez. Poszukiwacze przygód i zawodowi żeglarze znajdą wspólny język w marinie oferującej full serwis. Szczęściarze zdołają spotkać się na wodzie z delfinami baraszkującymi u ujścia rzeki. Inni popłyną dalej do archipelagu Azory, by obserwować wieloryby w ich naturalnym środowisku. Glamour i charyzma sprawiają, że miejsce to często nazywane jest lizbońską riwierą. Niedaleko Estriol znajduje się jej alter ego pod postacią Costa Azul. Spokojna okolica i długie piaszczyste plaże podkreślają wypoczynkowy charakter miejsca. Tradycyjne quintas kuszą degustacjami win dla gości. Brak tu skalistego wybrzeża, a godziny płyną leniwie. Jest to ulubione miejsce spotkań lokalnych i przyjezdnych windsurfów i surferów. Nawet gdy nie ma wysokich fal, można tutaj „pobujać” się na deskach w swojskiej atmosferze przedmieścia stolicy. Po pełnym wrażeń dniu, można odpocząć w jednym z plażowych barów i wypić tropikalnego drinka(lub kilka). Lub coś mniej alkoholowego np. galao – portugalskie cafe latte. Fatima. Sintra. Oeste.
Ribatejo. Lizbona to miasto prawdziwie bogate, a jej mieszkańcy to szcześliwcy. Emocje podczas wspólnych i indywidualnych wypraw po mieście dostarczają niezapomnianych wrażeń. Czy czegoś chcieć więcej? Ano można. Koniecznie trzeba się wybrać na najbardziej na zachód wysunięty przylądek Europy kontynentalnej opisywany przez Camoesa jako miejsce, „gdzie kończy się ziemia i zaczyna morze” – Cabo da Roca (38°46'N, 9°30'W). W kilku słowach: 140 metrowe skały, wiatr nie dający ustać na nogach. Ale wszystko dopełnia niespotykany szafirowo-szkarłatny kolor wody i owoce morza w pobliskiej hacjendzie. Warto tam się chociaż raz wybrać i zobaczyć jakże uwodzicielską, a
jednocześnie swojską Lizbonę. I spróbować porto w porcie! Źródło: materiał własny Ekonom.pl |
Wszelkie prawa zastrzeżone ekonom.pl 2010