Lecę Finnairem a brzuch samolotu szoruje o wyspy i piaszczysto kamieniste plaże wschodniego Bałtyku. Widoki jak z pocztówki, tylko że lepsze. Bóg tworzył rejon śródziemnomorski i zimnemej północy w odruchu litości rzucił wszystko co mieli południowcy, tylko w barwach spolaryzowanych letnim mrozem, odcieniami lazuru nieba w każdym z wytworów realnych i nierealnych. W każdej chmurze i kamiennej wyspie, przepaścistej tonii zawarł grafikę, i okrutną linię życia człowieka. Półokrągłe, szarpane i gładzone równocześnie wiatrem, wodą i ogniem słońca. Wejście na pokład przypomina wizytę w teatrze dla blondookich. Białe cery, kryształowe powierzchnie policzkowe i transparentność racji wypisana w rysach, hartowanych latami w saunach, zaspach, lasach, palącym świetle zorzy polarnych. Przepywanych w milionach wód tysięcy jezior, przelewających się przez niewysokie groble ziemskiego bytu odgraniczające byt od niebytu, nowoczesność od natury prychającej rybami, grzybami, jeleniami, łąkami dekad kwiatów nieznających wrogich rąk próbujących zakończyć ich żywot w koszu z ziołami. Jedynie alfonsi i zboczeńcy spod stacji centralnej oraz uchodźcy z Afryki Wschodniej odbijają jak w lustrze wszelkie kwestie południa, do których przywyknąć ludzie tutaj próbują od jakiegoś czasu, dyskutując o przyszłości kraju i tocząc spory a propos kształtu kraju, który był zawsze niezależny i zachował swoją endemiczność mimo podbojów cichych i głośnych południa. Jeśli gdziekolwiek spojrzę na kontrast między szerokościami geograficznymi, w Finlandii jest on najciekawszy i wespół z wielkim sercem Finów dla gości tworzy mieszankę zaskoczenia, zdziwienia że się da oraz przekonania że świat jest dobry za wszelką cenę. I nawet muminki kupowane na lotnisku przed odlotem uśmiechają się zalotnie z lad kioskarek, które z dokładnością do minimetra mają odmierzoną każdą ladę, każdy przedmiot, gazetę a zachwianie tej równowagi przez przypadkowego turystę z Polski, budzi jednocześnie zrozumienie jak i nadzieję dla przybysza. Marco Polo miałby tu swoją daczę, bo nie ma myśli, która nie zostałaby potraktowana z szacunkiem i analityką godną bankowca. Wspomnienia podróży przywołują marzenia o podbojach Wikingów realizujących swe misje dalekiego rozpoznania na łodziach wiosłowych ze szwajcarską dokładnością. A wszystko, by po chwili zadumy powrócić do mistrzowskiego minimalizmu w zachowaniu racji bytu, formie, i spojrzeniach. Kobiece spojrzenia, które z zaintrygowaniem i nutką intrygi wyczuwają w blondynie znad Wisły kogoś, kto pomimo podobieństwa do krajan, natychmiast inaczej się rusza, czuje i nie posiada formy fińskiej, posągowych blondynów z mocno osadzonymi rysami dawnych podbojów morskich, wilków wodnych, solarnych zdobywców poruszających się w racji wielowiekowych przekonań. Rzadko który kraj w Europie pozostaje dzisiaj tak oryginalny i tak otwarty na pomoc potrzebującym i dzielenie się swoją spuścizną i bogactwem. Tysiące czarnoskórych emigrantów i przybywających za pracą Rosjan, Azjatów oraz osób z Europy Środkowej. Wysokie wymagania, ale i wysoki standard życia oraz osłona socjalna konkurująca z najlepszymi w Unii Europejskiej. Radość życia wybuchająca na wiosnę jak w wielu krajach z deficytem słońca. Krótkie letnie miesiące zamienione w festiwal życia i eskalację naturalnych żądz, pasji i marzeń. Spacer po mieście zamienia się w nierealny plan zdjęciowy jak z reklamy Nike-a. Setki maratończyków, osób uprawiających jogging na nadmorskich rubieżach tras położonych wokół miasta. Tryliony jachtów kołyszących się w miejskich portach i okolicznych zatokach jak gwiazdy podczas nocy polarnej wyruszających na swą mleczną drogę do jednego z odległych portów i rysujących linie wody między wysepkami urody muminkowej, gdzie między drzewami kryją się cierpliwe skrzaty obserwując rozbieranych słońcem Finów i fascynatów rześkiego powietrza przenikającego do samego spodu ludzkich płuc. Kamienne i skaliste twierdze pamiętające wojny i konflikty morskie rzadko opisywane, bo długie, żmudne i trudne – nie jak te rozgrywane w ciepłej bryzie normandzkich zabaw morskich. Mewy o rozmiarach gigantów wyrywają z rąk turystom (sam doświadczyłem) zakupione przed chwilą lody robione domowym sposobem. Między nimi właśnie skaczą spadochroniarze z miejskiego aeroklubu, którzy muszą wylądować na skrawku parku między drzewami, który w innych realiach miałby skalę celu na ocenę na zawodach lotniczych. Rowery, rolki, jedno z najwyższych w tej części świata bungi perfekcyjnie ustawione w porcie i wynoszące amatorów skoków na blisko 200 metrów ku uciesze publiki spożywającej w spokoju rodzinny brunch. Ceny jak w Polsce ... z tą różnicą że w Euro. Takie jak ja wilki portowe uwielbiające atmosferę dalekich wspomnień i przeżyć przywożonych na pokładach tankowców, fregat, odrestaurowanych holownikach i drewnianych żaglowcach pamiętających Oświecenie, wybierają jeden z rejsów po dołach i zakątkach portowych, by zobaczyć wielopiętrowe promy pasażerskie Viking Line, atomowe lodołamacze, mini miasteczka zorganizowane na co większych skałach wystających z morkich wód. I wychodzą na redę by spojrzeć na bezkres bałtycki, groźnie wróżący jeszcze większe trudności dla wędrowca zmierzającego na północ. A jednocześnie żywiącego, broniącego od zachodu, pełnego wspaniałych okoni i szczupaków w strefie przybrzeżnej. Lasy, jeziora i mróz stanowią naturalną barierę na południu i wschodzie. Na północy, nieprzebyta i nie dająca się lekceważyć północ jest barierą i wsparciem zapraszającym w swe otchłanie uciekinierów lekceważących technokratyczny świat dania dzisiejszego, szukających samotności, zapomnienia, surowości. Surowica północy jest tak pociągająca dla wielu, że ciągną tu śmiałkowie z całego świata, a podobno wielu z nich zostaje tu na całe życie, rozkochując się w bielskości widnokręgu, okrutności przyrody, rekordowych łososiowatych połowach, lodowatej wodzie, trawie wystającej spośród topniejących śniegów o barwach tęczy, miśkom pijanych sfermentowanymi jagodami, i opuszczonych chatkach zawsze przygotowanych i gotowych na przyjęcie zbłąkanej i zziębniętej duszy szukającej schronienia o zmroku. Helsiki, gdzieś na przedmurzu racjonalności europejskiej, okrucieństwa biegunów, temperamentu i wyrachowania Azji, jak Oceania na mapie Europy sprawiają, że czas płynie wolniej, piękniej, rozszerzają nozdrza morską bryzą. Wesoła Camionette rozstawiona w środku miejskich przybytków serwuje gorące naleśniki a la francaise i kawkę. Białe noce wykorzystane do ostatniej minuty – koncerty, wystawy, bale i lokale, a nijakość niektórych centralnych barów potwierdza jedynie odstępstwo od reguły. Piękna architektura i trawniki pełne niczym w Paryżu wypoczywających studentów. Kilka impresji z miasta oblanego światłem poranka, światłem południa, światłem północy i cienie kładące się na bruku rzucane monumentalnością klasycystycznych budynków wzorowanych kiedyś na petersburskich i dwupokładowych parowców. Wszyscy tam byli, ale nie wszyscy zauważyli, bo normalnie, bo zwykle. Woda, rzęsa i kamień i obowiązkowa mała czarna do platynowych włosów do pasa, plus ewentualnie kilka piegów. Chłodne piwo, które zimą będzie przypominać letnie sentymenty. Skandynawia kusi swymi owocami, a złoto skrzętnie skrywają skały północnych stepów. Wszechobec macdonaldyzacja nie ominęła Helsinek, ale tutaj jest jakby bardziej widoczna. Pociągi i promy rozwożące rodaków po kraju z centrum kontrastów, gdzie hamburska obskurność i wulgarność wzorem Sant Pauli miesza się ze stoickością mieszkańców oraz niezmąconym zaciekawieniem ptaków, które przeżyły i wojny z Rosjanami i Szwedami i najazdy uchodźców somalijskich. Cliche ubioru urodziwych nordyckich przecież dziewczyn, białe cery, kilka piegów, biegnących na spotkanie boso, bo powracające do mody piętnastocentymetrowe szpilki a la russe, nie umożliwiają nabrania prędkości światła. I kontrast i nie kontrast z równie piękną, zgrabną i zadbaną, mówiącą po fińsku (podobno jeden z najłatwiejszych języków do nauki), zerkającą zalotnie murzynką, której mama, by ratować rodzinę musiała kiedyś jak Piętaszek wsiąść na łódź odpływającą z Afryki za wszystkie oszczędności ich pasażerów i udać się do kraju niewyobrażalnie dalekiego i jeszcze bardziej niewyobrażalnie suchego i zimnego zimą. Kraj dotychczas naturalnie izolowany, a wręcz izolujący sam siebie, leżący gdzies na uboczu, stał się liderem przemysłu ogólnoświatowego (choćby NOKIA) skoku przemysłowego lat 90-tych, przewozów lotniczych między Europą, a Azją i zdecydowanie wyróżnia się kooperacyjnością na tle innych państw skandynawskich, z których Szwecja nie jest zainteresowana partycypowaniem w kosztach wspólnego pieniądza, a Norwegia z kraju skrajnie biednego zmieniła się w lepszego wujka niczem zza oceanu, żyjącego z gazu i ropy naftowej oraz licencji na ich wydobycie, ale do Unii Europejskiej nawet nie zgłosiła finalnego akcesu. I na dodatek Finlandia nie przynależy do rejonu skandynawskiego – Haa – ja też się zdziwiłem, bo to co na północ i lekko na prawo to pewnie Skandynawia – a tu nie – taki psikus geograficzny, często niezauważany przez media. Do Skandynawii zaliczamy bowiem trzy kraje: Dania, Norwegia, Szwecja. Finlandia, pod względem szerokości geograficznej jest (nie licząc Islandii) najbardziej północnym państwem świata. Rozciągłość południkowa wynosi ponad 10°, czyli około 1160 kilometrów, a maksymalna rozciągłość równoleżnikowa - 12° czyli bez mała 540 kilometrów, co sprawia, że oglądając prognozę pogody widzimy rozciągnięty wzdłuż południków kraj i gdyby nie klimat, moglibyśmy go porównywać do Włoch i podobnym układzie. A na całości porozrzucane są jeziora, jak kamyki rzucane po piaskownicy przez bawiącego się malucha wokół własnej sylwetki. Nie zawsze są duże, ale ich liczba – prawie 188 tysięcy jezior jest naprawdę imponująca i jest swoistym gwarantem niezależności i neutralności dzielnego na przestrzeni wieków kraju. To one karmiły, broniły i skrywały, jak było trzeba przed wrogiem zewnętrznym. I robiły to na tyle dobrze, że nawet Święty Mikołaj zdecydował się tam zamieszkać na stałe, i sam pamiętam z Teleranka w TVP, jak dzieci w Polsce z sukcesem wysyłały mu prośby o prezenty na gwiazdkę. Czysta woda, pomalowane domki w kolorach tak charakterystycznych dla regionu ciągnącego się od Islandii po właśnie Finlandię, w radosne, przeplatane białym barwy. Ściany z desek, często zabezpieczone bez użycia gwoździ, obowiązkowy kominek, sauna i tafla wody, na której długi szeroki pomost umożliwia oddawane z rozbiegu skoki na główkę i salta kręcone przez co odważniejszych. Tuż obok stojącego na pływakach małego samolociku, który czasem bywa jedynym środkiem transportu między centralną, a północną strefą kraju, gdzie noc polarna trwa około 50 dni. Surowość wychowania i surowość dzikiej przyrody uczą od małego szacunku do wszystkiego co nas otacza, precyzji w ruchu i zachowania środków bezpieczeństwa. Człowiek, żyje tu jak w żadnym innym europejskim kraju w zgodzie z otaczającymi go fauną i florą, pozyskule ekologiczną energię dla własnych celów, a kanały wodne są połączone w taki sposób, by uzyskać efekt, niczym w Wenecji, gdzie pnie ścięte w jednym dystrykcie, mogą zostać swobodnie i sprawnie spławionone w dowolne inne miejsce, gdzie są potrzebne na użytek przemysłu mieszkalnego czy energetycznego. Może to sprawia, że w Finlandii szkolą się najlepsi nurkowie na świecie, a co roku rozgrywane są najlepsze na globie zawody w strzelaniu snajperskim. To podczas II Wojny Światowej, Finowie wyćwiczeniu w Suomi, zachwycali swoimi osiągami strzeleckimi, sprawnością fizyczną i taktyką. Tundra, lasy pokrywające prawie 70 % kraju, renifery, niedźwiedzie brunatne, wodospady, rzeki i wspominane już jeziora tworzą coś na kształt europejskiej Alaski, ze złotem w sensie dosłownym i przenośnym, która zazdrośnie strzeże swych północnych tajemnic, a Helsinki są jej bajkowymi wrotami. Szczęśliwiec, który wyciągnąwszy antyczną motorówkę z wielokonnym silnikiem
może zabrać swą wybrankę, gładząc jej włosy, w jedną z krągłych zatoczek,
gdzie wspólny skok z pomostu trwa wieczność.
|
Wszelkie prawa zastrzeżone ekonom.pl 2010